Dla wielu mieszkańców regionu Michał Koziełko to wciąż synonim Człuchowskiego Klubu Motoryzacyjnego. I choć od wyborów samorządowych w 2024 roku, kiedy Michał objął mandat radnego miejskiego, ze względów formalnych nie piastuje już stanowiska prezesa stowarzyszenia, to jako jeden z głównych inicjatorów i twarz projektu ani na chwilę nie zwolnił obrotów. Już w najbliższy weekend (5-7 czerwca) rusza legendarna, piąta edycja zlotu "Stance on the Beach". Rozmawiamy o motoryzacyjnej magii Tokio, odczarowywaniu stereotypów i o tym, jak grupa pasjonatów zmienia wizerunek Człuchowa w Europie.
Redakcja: CKM Człuchów kojarzy się mieszkańcom z różnymi emocjami. Jak chciałbyś, aby społeczność naszego regionu postrzegała Waszą grupę i to, co robicie?
Michał Koziełko: Chciałbym przede wszystkim, żeby mieszkańcy poznali nas od zupełnie innej strony. Wokół tuningu narosło wiele stereotypów – mnóstwo osób wciąż kojarzy motoryzację głównie z hałasem, głośnymi wydechami czy bezmyślnym, szybkim jeżdżeniem po ulicach. A prawda jest zupełnie inna.
Za tym wszystkim stoją fantastyczni ludzie, którzy poświęcają swój prywatny czas, gigantyczne pieniądze i ogrom pracy na rozwijanie swojej pasji. Chcę pokazać, że CKM to zgrana grupa, która od lat robi coś wartościowego dla miasta i regionu.

Budujemy pozytywny wizerunek motoryzacji i udowadniamy, że pasja może być świetną wizytówką Człuchowa.
Jak ta pasja narodziła się u Ciebie? Od małego kręciły Cię samochody?
To dosyć długa historia, ale chyba typowa dla mojego pokolenia. Wszystko zaczęło się przed ekranem komputera i od gier, które ukształtowały całe pokolenie facetów – najpierw kultowy Colin McRae Rally, później seria Need for Speed. To wtedy pojawiła się ta pierwsza, mocna fascynacja.
Przełomem był rok 2004, kiedy starsi koledzy zabrali mnie na zlot ATS w Pile. Tam złapałem bakcyla na dobre i wiedziałem, że to jest świat, w którym chcę być. Z czasem zrodziła się grupa Team Człuchów, skupiająca lokalnych pasjonatów
To nie byli ludzie, którzy tylko bezcelowo jeździli autami. Każdy dokładał coś od siebie: jeden rozwijał swój projekt, drugi pomagał przy mechanice, trzeci przy lakierze. Tak budowaliśmy lokalną społeczność. W 2015 roku zaczęliśmy regularnie spotykać się na parkingu przy Edenie i właśnie tam narodziła się nazwa CKM.

Gdybyś miał kompletnemu laikowi – na przykład starszemu mieszkańcowi Człuchowa – wytłumaczyć, czym właściwie jest ten cały „Stance”, jak byś to opisał?
Powiedziałbym tak: dla właścicieli tych samochodów są one dokładnie tym samym, czym dla wędkarza jest profesjonalny sprzęt, a dla działkowca jego wypielęgnowany ogród. To sztuka użytkowa. Wkłada się w to serce, setki godzin w garażu i potężne budżety.
Chodzi o idealne dopasowanie każdego elementu, sylwetki auta, felg. Tego nie da się w pełni opisać słowami – to po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy, żeby zrozumieć, że te auta to jeżdżące dzieła sztuki.

Wiem, że pod koniec 2024 roku odbyłeś podróż marzeń każdego fana motoryzacji – poleciałeś do Japonii, do samego serca kultury tuningu i nocnych spotów w klimacie Tokio Drift. Przywiozłeś stamtąd jakieś patenty do Człuchowa?
Dla fana motoryzacji Tokio to absolutne spełnienie marzeń. Zobaczyć na własne oczy miejsca, które człowiek znał tylko z filmów, zdjęć czy gier, jak choćby legendarny parking Daikoku Futo, to coś niesamowitego.
Czy przywiozłem inspiracje? Oczywiście, Japonia to zupełnie inny wymiar pasji. Natomiast jako dobry organizator nie chcę wszystkiego od razu zdradzać. Powiem tylko tyle: podczas nadchodzącego zlotu koniecznie odwiedźcie naszą strefę Japan.
Sami zobaczcie i oceńcie, czy udało nam się przemycić trochę tego niesamowitego, tokijskiego klimatu na nasz człuchowski grunt.

Wspomniałeś o sile społeczności. W 2021 roku oficjalnie zarejestrowaliście stowarzyszenie. Kto poza Tobą stał za narodzinami CKM Człuchów i kto tworzy go dzisiaj?
Początki są nierozerwalnie związane z ludźmi, którzy wciągnęli mnie w ten świat i dali impuls do działania. Na samym starcie ogromną rolę odegrał Robert Pawłowski, który mocno pchnął nas do odświeżenia dawnego Teamu Człuchów.
Od samego początku ramię w ramię działali ze mną Darek Cysdorf oraz Maciek Monikowski. Do dzisiaj razem z Maćkiem i całą resztą ekipy mocno walczymy o to, żeby każde nasze wydarzenie trzymało najwyższy, ogólnopolski poziom. Nie sposób wymienić wszystkich z nazwiska, bo za organizacją stoi potężny sztab ludzi.
Każdy ma swoją rolę, każdy dokłada swoją cegiełkę. Najważniejsze jest to, że tworzymy grupę ludzi, którym po prostu zależy na tym regionie. Chcemy, żeby Człuchów kojarzył się ludziom w Polsce z wydarzeniami na najwyższym poziomie, a nie tylko z dawnymi fotoradarami czy Jasnowidzem.
Przed nami weekend z piątą, jubileuszową edycją „Stance on the Beach” nad Jeziorem Rychnowskim. Dlaczego mieszkańcy muszą tam być? Co przygotowaliście?
To już piąta odsłona, więc poprzeczka wisi ekstremalnie wysoko. Plaża OSiR na ten weekend zmieni się nie do poznania. Przygotowaliśmy kilka dużych niespodzianek, których na razie nie zdradzę, ale program pęka w szwach.
Na pewno warto odwiedzić nasze dedykowane strefy tematyczne: Japan, Truck czy Stacja Plaża. Każda z nich ma swój unikalny klimat. Największe emocje zawsze budzą konkursy, które publiczność uwielbia – czyli słynne Limbo (przejazd pod jak najniżej zawieszoną tyczką) oraz konkurs na Najgłośniejszy Wydech.

Będzie też strefa Show & Shine, gdzie właściciele unikalnych projektów z całego kraju i z zagranicy będą opowiadać niesamowite historie budowy swoich maszyn.
A wieczorem wisienka na torcie – na scenie jako gwiazda wydarzenia wystąpi TEDE, a wcześniej publiczność rozgrzeje Rymson. To już nie jest lokalny zlot, Stance on the Beach stał się rozpoznawalną marką na europejskiej scenie motoryzacyjnej.
Łączysz pasję motoryzacyjną z rolą radnego miejskiego Człuchowa. Jak z tej perspektywy oceniasz potencjał turystyczny i promocyjny miasta? Czy samorząd dostrzega siłę takich imprez?
Zawsze staram się wyraźnie oddzielać działalność klubową od funkcji radnego. Jeśli jednak pytasz o sam potencjał Człuchowa, to uważam, że nasz największy skarb to ludzie – osoby, którym się chce działać społecznie i organizować wydarzenia.
Mamy też genialne warunki naturalne: piękne jeziora, czystą plażę, świetne tereny rekreacyjne OSiR-u, które są idealną bazą pod duże eventy. Samorząd oczywiście robi swoje, ale uważam, że potencjał promocyjny jest znacznie większy.

Musimy jeszcze mocniej stawiać na nowoczesne formy promocji, szczególnie social media, bo to tam dzisiaj najskuteczniej dociera się do tysięcy ludzi. Chciałbym, żebyśmy wspólnie wykorzystywali tę dźwignię, by Człuchów coraz mocniej zaznaczał swoją obecność na mapie Polski.
Wokół wydarzenia gromadzi się też spore grono partnerów biznesowych. Czego potrzebuje taki klub, by stale rosnąć?
Nie ma co ukrywać – organizacja wydarzenia na taką skalę, z taką oprawą i artystami, wymaga potężnych nakładów finansowych. Im większe wsparcie, tym więcej atrakcji możemy zaoferować uczestnikom i mieszkańcom.
Dlatego z tego miejsca chcę ogromnie podziękować wszystkim naszym sponsorom, partnerom i firmom, które nam zaufały. Ogromnie cieszy fakt, że większość z nich wraca do nas co roku. To dowód, że tworzymy wspólnie coś trwałego i wartościowego.
Jednocześnie zapraszam kolejne firmy z regionu do współpracy przy kolejnych edycjach. Stance on the Beach to tysiące odwiedzających z całej Europy i potężne zasięgi w sieci – to idealne, pełne pozytywnych emocji miejsce do pokazania swojej marki. Razem możemy zrobić tu coś naprawdę wielkiego.

Dziękujemy za rozmowę i do zobaczenia na plaży!
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czluchowinfo.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz